RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Społeczeństwo’

Własność a niewiara we własne siły.

08 kwi

Chęć posiadania to indywidualne dążenie do zapewnienie sobie nadmiarowego dostępu do dóbr w stopniu przewyższającym możliwości innych ludzi. W przeszłości to dążenie było wynikiem fizycznej słabości człowieka w starciu z otaczającą go Naturą i dotyczyło szczególnie kobiety w okresie bezpośrednio po porodzie. Chęć posiadania jest również podyktowana brakiem zaufania do otaczających człowieka stworzeń co było/jest efektem braku wiary we własne siły i – słusznym skądinąd – przekonaniem, że inni chcą go wykorzystać uzależniając od siebie. Posiadając zatem więcej od innych może jednostka uzależnić od siebie innych członków społeczności i w ten sposób uczynić ich sobie podporządkowanymi, gotowymi jej służyć w zamian za miskę strawy.

Szczególną strategię w tym podporządkowywaniu sobie drugiego człowieka przyjęła kobieta, która podobnie jak i mężczyzna cierpi na brak poczucia własnej wartości z powodu kompleksu w stosunku do rodzicielki (poczucie niższości, kompleks Elektry). Nie ufając sobie nie jest w stanie zaufać również partnerowi, z którym spłodziła dziecko. Ale będąc niezdolną do równoczesnego opiekowania się dzieckiem i zapewnienia sobie i dziecku pożywienia jest przymuszona do współdziałania z mężczyzną by zapewnić przetrwanie sobie i dziecku. Będąc jednak nieufną w stosunku do mężczyzny stara się ona uczynić go sobie uległym i posłusznym jej woli oferując mu przyjemności seksualne. Musi być w tym zimna i wyrachowana aby nie zdradzić partnerowi swoich prawdziwych celów dla których uprawia z nim seks; nie jest również w stanie zaufać co prowadzi ją do znienawidzenia seksu oraz tego, z którym seks uprawia, zazwyczaj ojcem dziecka. Każdy handel, chociaż zyskowny bywa/jest upokarzający dla sprzedającego i takoż sprawa ma się z kobietą-matką, która odczuwa wstręt do seksu. Nie może się jednak przyznać przed samą sobą, że sama to obrzydzenie wywołała – przez brak wiary w swoje możliwości i nieufność do partnera – i manipulując mężczyzną spycha na niego poczucie winy ale tak by się nie zorientował w jej dziele.

W swej niepewności kobieta jest nienasycona i żąda od mężczyzny coraz więcej zapewnień jego oddania i podporządkowania się jej woli, w domyśle obawom o los dziecka, które on rozumie jako żądanie maksymalnego zabezpieczenia materialnego. Za wszelką cenę stara się więc zgromadzić jak najwięcej dóbr materialnych będąc przekonanym, że kobicie o to chodzi. Na dodatek jest gotów oddać jej wszystkie dobra materialne w zamian za uczucie miłości strony, którego ona skrzętnie dozuje aby przypadkiem nie zwolnił tempa gromadzenia zasobów materialnych, które wcześniej czy pózniej i tak – i to od wieków – stają się jej wyłączną własnością. Wszak w formalnie matriarchalnym społeczeństwie przekazywanie własności odbywało się w linii żeńskiej a dopiero wieki pózniej własność stała się udziałem mężczyzn w dobie obowiązywania tzw. patriarchatu, czyli męskiej dominacji w życiu publicznym czyli na zewnątrz rodziny (w środku rodziny, w życiu emocjonalnym rodziny nadal dominowała i dominuje kobieta).

Zdobywanie własności jest więc formą uzależnienia się kobiety od mężczyzny w zamian za męską uległość w stosunku do kobiety. Kobieta pozwala się „wykorzystywać” seksualnie mężczyznie w zamian za co otrzymuje od niego dobra materialne, które traktuje jako swoją niezbywalną własność. Uważa te dobra za jej należne za jej „poświęcenie” się dzieciom, za ich materialne zabezpieczenie. W okresie gdy rodzina wychowuje dzieci pędzi kobieta przed siebie, byle do przodu i byle więcej dóbr zdobyć „dla dzieci” a tak naprawdę chce zabezpieczyć przede wszystkim samą siebie ponieważ nadal, pomimo tyle doświadczeń historycznych i przemian społecznych nie wierzy we własne siły czując się nadal gorszą od swojej matki.

 

Każdy powinien sięgnąć Absolutu.

24 wrz

Rok 1994 był dla mnie rokiem wielkich wzlotów i upadków. Moja 17-letnia córka nieśmiało ale odważnie prosiła mnie w swoim krótkim liściku o to, że marzy o tym iż zanim założy własną rodzinę chciałaby przeżyć SZCZĘŚCIE RODZINNE. Nie od razu zdałem sobie sprawę z tego na co wskazała mi w tym liście chociaż z biegiem czasu uzmysłowiłem sobie że wskazywała mi na dysfunkcjonalność w naszej rodzinie, i miała do mnie tak wielkie zaufanie, że odważyła się powiedzieć mi o tym. Taka jej reakcja możliwą była dzięki temu, że wcześniej to ja zaufałem dzieciom bezgranicznie i bezwarunkowo. I chociaż moje zaufanie zostało po trosze wymuszone przez warunki, w których znajdowaliśmy się, to jednak moja otwartość na wsłuchiwanie się w głos dziecka została nagrodzona: córka postawiła przede mną zadanie rozwiązania zagadki i znalezienia przyczyny braku wolności, zaufania i szacunku w naszej rodzinie. Równocześnie dyskretnie, aczkolwiek nieświadomie, swoim zachowaniem dała mi wskazówkę w jakim obszarze życia rodziny i wychowywania dzieci powinienem szukać rozwiązania. Okazane przeze mnie dzieciom bezwarunkowe zaufanie i szacunek zaowocowało stworzeniem enklawy absolutnej wolności i partnerskich relacji między mną a dziećmi. W enklawie tej nie było pana – nie było też niewolników. Niestety w tym nieuświadamianym eksperymencie nie brała udziału moja żona (byłem wówczas sam z córką i młodszym synem w USA, gdzie dzieci uczyły się), która w tym czasie prowadziła rehabilitację naszego starszego syna w Polsce. Gdy dołączyła do nas zauważyła, że rodzina, w której ona dotychczas dominowała, i którą rządziła manipulując, wygląda inaczej. Przeraziło ją to, że musiałaby zrezygnować z centralnej roli, którą dotychczas zajmowała, i stać się równą wśród równych. Zorientowała się, że inicjatorami tego eksperymentu rodzinnego byliśmy ja i córka, więc dla zachowania dotychczasowego układu rodzinnego postanowiła nas skłócić co przyszło jej stosunkowo łatwo gdyż nić porozumienia między mną a córką była jeszcze wątła a ja nie byłem w wówczas jeszcze świadomym dominującej roli, którą żona faktycznie pełniła dotychczas w naszej rodzinie i nie zdawałem sobie sprawy z jej polityki. Gdy żona wróciła z dziećmi do Polski natychmiast przerwała mi przede wszystkim wszelką komunikację z dziećmi a następnie rozbiła rodzinę wyrzucając mnie z domu gdy przyjechałem do Polski.

To tyle tytułem wstępu aby naświetlić nieco tło mojej aktywności społecznej, której celem jest zbudowanie społeczeństwa ludzi wolnych, równych i solidarnych. Do tego by takie społeczeństwo zbudować potrzebne są jednak zaufanie we własne siły i szacunek dla samego siebie – by nie budować własnej pozycji na cudzym grzbiecie – oraz to samo w stosunku do każdego innego człowieka. I wszyscy muszą funkcjonować dokładnie w oparciu o te same zasady: zaufanie i szacunek to podstawy społeczeństwa egalitarnego. Jak jednak spowodować, by wszyscy ludzie respektowali i stosowali się do tych wspólnych wartości, których konsekwencje są tak dalekosiężne, że oznaczają praktycznie powstanie nowego gatunku Człowieka, który wyeliminuje z arsenału swoich zachowań przemoc i dążenie do dominacji. Dążenie do dominacji jest bowiem skutkiem braku zaufania; człowiek, który nie ufa obawia się by go nie skrzywdzono, by nie skrzywdzono jego wewnętrznego dziecka, i dąży do zapewnienia sobie bezpieczeństwa przez zdominowanie i podporządkowanie sobie innych po to by nie ufając czuł się bezpiecznym. Ale jego marzenie jest złudnym gdyż wszyscy inni odczuwają dokładnie to samo i każdy chce sobie zapewnić poczucie bezpieczeństwa, a jedyna droga, którą mu się wskazuje, prowadzi przez podporządkowanie sobie innych, czyli przez sprawowanie władzy. Totalna walka o dominację z powodu braku zaufania i szacunku dla siebie i dla innych ludzi. Zatem jak stworzyć Nowego Człowieka, który będzie spełniał kryterium szacunku i zaufania?

Może to zabrzmieć jak przechwalanie się ale mnie udało się odnalezć Drogę prowadzącą do stworzenia Nowego Człowieka, który zbuduje Nowy Świat, świat wolny od woli dominacji i podporządkowywania sobie innych. Bo świat wolny od dążenia do dominacji nad drugim człowiekiem to świat wolny od przemocy. Nasz świat jest światem pełnym rywalizacji, walki o bycie lepszym, o dominację nad drugim człowiekiem, a więc by odnalezć Drogę do wyzwolenia trzeba wpierw odnalezć przyczynę, która powoduje, że w miarę jak dorastamy jesteśmy coraz bardziej wdrażani do rywalizacji i walki o władzę, pozycję społeczną, bogactwo i inne całkowicie ulotne i błahe dobra od których się uzależniamy. Co sprawia, że w miarę jak dorastamy coraz bardziej stajemy się niewolnikami dóbr materialnych i zapominamy o duchu solidarności oraz wolności? Otóż przyczyna jest bardzo prosta: nasz powszechnie obowiązujący zakazowo-nakazowy system wychowawczy prowadzi do tego, że zamiast podtrzymania i utwierdzania w dziecku poczucia własnej wartości nieświadomi rodzice poniżają je łamiąc psychikę i czystość etyczną dziecka. Dziecko, które rodzi się wolne i ufne w stosunku do wszystkich, którzy je otaczają, zamienia się stopniowo w małego, drżącego o swoje bezpieczeństwo ludzika. Mechanizm łamania dziecięcej psychiki i podporządkowywania jej wyobrażeniom dorosłych, skażonych już nieświadomością naszych prarodziców, nazywa się ZAKAZ. Zakaz i tajemnica to najprostsze sposoby wdrażania dziecka do uległości i podporządkowywania go woli rodziców, to ćwiczenie do niewolnictwa – przede wszystkim umysłowego – by uczynić dziecko uległym woli rodziców i uzależnionym emocjonalnie od nich po to, by w przyszłości służyło im ono wsparciem w chwilach słabowitej starości, której się obawiają, gdyż… nie wierzą we własne siły. Ale nie tylko dlatego, chcą podporządkować sobie psychikę dziecka by mogli oni za jego pomocą realizować swoje niespełnione marzenia i tak je uformować, by umiało w przyszłym życiu walczyć o swoje. A przecież to nic innego jak nakazywanie uczestnictwa w „wyścigu szczurów” zajęcia w tym wyścigu dogodnej pozycji by posiąść jak najwięcej dóbr.

O tym, ku czemu prowadzi zakazowe wychowanie można by napisać wiele, a nie o to przecież chodzi w tym krótkim eseju. Niby nie na temat a jednak to wciąż to samo. Bo dzięki temu, że nauczyłem się słuchać dzieci i rozumieć to czego one same nie potrafiły wypowiedzieć słowami odtworzyłem historię rozwoju Życia i stałem się Świadomym Ojcem. Uświadomiłem sobie jak powinno przebiegać wychowanie dziecka w rodzinie, kim powinni być dla niego rodzice i czego ono od nich oczekuje. Zasady do których dotarłem dokonując autoanalizy są niezwykle proste i oczywiste, jeżeli spojrzeć na nie bez uprzedzeń i ograniczeń narzuconych nam przez tradycję zbudowaną na nieświadomości naszych praszczurów i kontynuowaną a nawet „wzmacnianą” przez pokolenia nieświadomych destruktorów przygotowujących się nieświadomie do pokonania przemocy nieświadomej przemocą świadomą.

A zasady te są bardzo proste. Dziecko uczy się obserwując, naśladując i doświadczając ze swoimi rodzicami bądz opiekunami. Ponieważ karmiąc je i opiekując się nim zapewniają mu oni bezpieczeństwo, więc ufa im ono bezgranicznie i stają się oni dla niego pierwszymi i najbardziej zaufanymi Autorytetami, od których, i z którymi uczy się wszystkiego. Uczy się również rzeczy złych jeżeli tak oni postępują. Ucząc się od nich zdobywa wzorce postępowania dla swojego przyszłego samodzielnego życia. Ponieważ jest dziecko bardzo bystrym obserwatorem więc buntuje się gdy dostrzega sprzeczność między tym czego rodzice uczą je werbalnie a tym jak sami postępują w danej sprawie, ale nie mając jeszcze swoich własnych wzorców dziecko akceptuje w końcu to jak rodzice postępują gdyż obowiązuje w nauczaniu prymat doświadczenia. Dzięki wychowaniu zdobywa dziecko zestaw wzorców potrzebnych do samodzielnego funkcjonowania i podejmowania decyzji w swoim samodzielnym życiu a w szczególności w dziedzinie najważniejszej, z punktu widzenia przetrwania gatunku i przetrwania Życia, czyli w dziedzinie życia seksualnego. Życie seksualne powinna więc cechować świadomość i odpowiedzialność za skutki uprawiania seksu czyli odpowiedzialność za prokreację, a co za tym idzie dorastający młody człowiek powinien być dobrze przygotowany przede wszystkim do życia w rodzinie.

Nie wdając się na razie dalej w wywody natury etyczno-filozoficznej przejdę do samego sedna mojego opracowania. Każde pierwsze dziecięce doświadczenie jest doświadczeniem najważniejszym gdyż tworzy ono w psychice (świadomości) dziecka wzorzec zachowań dla postępowania w analogicznej sytuacji w przyszłości. Wzorce powinny być przekazywane dziecku przez osoby zaufane, osoby będące dla dziecka autorytetami, które przekażą dziecku wiedzę godną polecenia, bez cienia niepewności, w zaufaniu i szacunku. I powinny tę wiedzę przekazać w doświadczeniu gdyż uczymy się przez doświadczenie a nie przez opowiadanie o doświadczaniu. Jak już powiedziałem najważniejszą sferą naszego życia jest życie seksualne, gdyż służy ono przetrwaniu gatunku i jego Świadomości, a wszystkie inne sfery naszej aktywności są tej jednej szczególnej dziedzinie podporządkowane i są wobec niej służebne. Dlatego Pierwsze Doświadczenie Seksualne czyli INICJACJA SEKSUALNA powinna być szczególnie chronione i odbyć się w sterylnych, a nie przypadkowych, warunkach jak to się dotychczas odbywa. To jakże istotne doświadczenie powinno więc dziecko odebrać od swoich Autorytetów czyli od rodziców bądź opiekunów, którym ufa i którzy są jedynymi, którzy nie zechcą wykorzystać i nadużyć zaufania dziecka.

Akt inicjacji seksualnej to przekazywanie „wiedzy w pigułce”. Przekazywanie wiedzy to właśnie nic innego jak tworzenie wzorca zachowania. Inicjacja, w której uczestniczą obydwoje rodzice dziecka to właśnie praktyczne, czyli przez doświadczenie, przekazywanie dziecku wiedzy o wzajemnych relacjach, o zaufaniu i szacunku między kobietą i mężczyzną. To doświadczenie zjednoczenia się obojga płci w akcie potencjalnego przekazywania życia. I nie ma to być akt inicjowany przez rodziców lecz przez dziecko; rolą rodziców jest jedynie uświadomić dziecku taką możliwość natomiast decyzja należeć musi do dziecka. Decyzja o podjęciu inicjacji seksualnej z rodzicami jest równocześnie pierwszym aktem Wolnej Woli wyrażonym przez dziecko. W tym akcie dziecko otrzymuje – od rodzica tej samej płci – wskazówkę co do tego jakiego partnera ma poszukiwać: godnego zaufania i szacunku, odpowiedzialnego i wierzącego we własne siły, wolnego od uzależnień emocjonalnych nie dążącego do dominacji, gdyż tylko taki partner zapewnia wspólne i zgodne wychowywanie następnego pokolenia gwarantując w ten sposób trwanie Życia. Akt inicjacji dziecka wymaga od obojga jego rodziców stanu najwyższej świadomości, świadomości Absolutu, gdyż w każdym innym przypadku doprowadzić może jedynie do kazirodczego uzależnienia dziecka od nich. I to była wiadomość, którą przekazała mi moja córka prowokując mnie bardzo delikatnie seksualnie, że jest gotowa współżyć ze mną. Oczywiście do żadnego zbliżenia fizycznego między nami nie doszło gdyż nie wyobrażałem sobie wówczas takiego aktu (a było to w roku 1994). Poza tym wtedy nie wyobrażałem sobie nawet tego, by dorastające dziecko mogło chcieć doświadczyć seksu z rodzicem. Dopiero po rozpadzie rodziny i złożeniu wszystkich szczegółów naszego wcześniejszego życia uświadomiłem sobie jak powinno wyglądać wychowanie dzieci do życia w rodzinie.

Akt inicjacji seksualnej dziecka wśród rodziców jest ponadto bardzo ważnym z punktu widzenia osiągnięcia filozoficznej wolności przez zrównanie się ze Stwórcą (rodzicem) i stanie się osobnikiem całkowicie umysłowo niezależnym zdolnym do podejmowania samodzielnych i odpowiedzialnych decyzji. Jest to sięgnięcie przez dziecko zakazanego Absolutu za zgodą partnera tego Absolutu, czyli biblijne osiągnięcie zbawienia przez Człowieka za zgodą Boga-Stwórcy (rodzica) i stanie się samemu Absolutem. Zaś zakaz inicjacji seksualnej jest biblijnym grzechem pierworodnym nieświadomego Stwórcy, który nie wiedział jak wychowywać swoje potomstwo, gdyż nie miał się tego od kogo nauczyć ponieważ był pierwszym. Akt inicjacji seksualnej to – według mojej interpretacji – korzeń drzewa wiedzy i życia wiecznego; to również uzyskanie zdolności bezwzględnego odróżniania Prawdy od Fałszu.

O patologiach psychicznych, somatycznych i społecznych, które są następstwem zakazu inicjacji seksualnej dziecka w domu rodzinnym wśród rodziców napiszę innym razem.

Władek Tarnawski

Ostrowina, 24 września 2016.

 

O uwalnianiu od przemocy i jej skutków.

11 maj

Po wielu latach prac nad przemocą w rodzinie udało mi się zidentyfikować i w miarę klarownie opisać przyczynę tego zjawiska, opisać konsekwencje oraz opracować sposób uwolnienia się od tego patologicznego zjawiska.  Zjawisko to, mimo iż patologiczne, było niezbędnym czynnikiem w historii rozwoju Życia, w tym ludzkości. Dokładne opisanie mechanizmu jest dość złożone i nie będzie przedmiotem niniejszej prezentacji. Nie zaprezentuję również systemu filozoficzno-etycznego i wychowawczego, który powstał jako następstwo rozwiązania problemu. To co chciałbym tutaj zaprezentować to przedsięwzięcie naukowo-biznesowe, które:

  1. pozwoli chociaż pewnej grupie ludzi uwolnić się od konsekwencji przemocy psychicznej, której doznali w dzieciństwie,
  2. zweryfikuje tezę główną metody metody wychowawczej, której wdrożenie – według mnie – powinno uwolnić następne pokolenia od patologicznej dziecięcej traumy i jej konsekwencji.

 

Tezę główną całej mojej teorii stanowi fakt, iż jakikolwiek zakaz, którego rodzic dopuści się w stosunku do dziecka jest przemocą w stosunku do dziecka i staje się zródłem pierwotnej traumy, którą nazywam wirusem umysłu. Filozoficznie rzecz ujmując wirus umysłu powoduje, że prawda i fałsz zostają zamienione miejscami a życie dorastającego człowieka powoli staje się hipnotyczną iluzją.

Konsekwencjami dziecięcej traumy są brak poczucia własnej wartości, niewiara we własne siły, a w konsekwencji niestabilność emocjonalna. Wymienione czynniki stają się przyczynami psychopatologii oraz zródłem działań autodestrukcyjnych, z których na co dzień nie zdajemy sobie sprawy. Ponieważ psychika (psyche) ma swoje ścisłe odbicie w sferze biologii (soma) więc zburzenia psychiczne powodują zaburzenia zdrowia fizycznego osobnika. Najbardziej wyrafinowanymi fizycznymi przejawami autoagresji są choroby centralnego układu nerwowego, choroby systemu immunologicznego oraz wszelkie inne choroby nowotworowe. Według mojej hipotezy również wszystkie inne choroby, w tym tzw. choroby wieku dziecięcego są śladami przemocy, której doznawali nasi przodkowie, śladami zapisanymi aż w naszym genomie.

Najprostszą metodą uwolnienia się od działania wirusa umysłu byłoby pozbycie się go. Trudno jest jednak tego dokonać gdyż zakaz, który inicjuje działanie wirusa jest chroniony jest przez kulturę pod postacią seksualnego tabu akceptowanego przez całą cywilizację, a nawet więcej. A nawet jeżeli zakaz zostanie pokonany przez nowe pokolenie i wirus przestanie działać to pozostaje cała rzesza ludzi już dotkniętych jego działaniem. Ponieważ wszelkie dolegliwości powodują obniżenie jakości życia każdego osobnika dotkniętego działaniem wirusa, więc jakiekolwiek działanie poprawiające samopoczucie jednostki jest wskazane.

Mój pomysł do tego właśnie się sprowadza a sprowadza się do spowolnienia lub wręcz do powstrzymania procesu autodestrukcji osobniczej przez dostarczenie człowiekowi wiedzy o tym co jest przyczyną jego dolegliwości. Dostarczenie wiedzy jest początkiem procesu przemiany psychiki osobniczej, która – odpowiednio stymulowana – może doprowadzić do dezintegracji pozytywnej i całkowitego wyeliminowania wirusa z umysłu człowieka. Jak przekonałem się (na własnym przykładzie) proces jest przyśpieszany jeżeli umysł człowieka znajduje się w stanie głębokiej relaksacji lub nawet hipnozy (autohipnozy) gdy emocje zakłócające proces są zredukowane do minimum.

Dlatego w moim biznesie chcę zastosować wsparcie technologiczne w postaci urządzenia służącego do relaksacji i równoważenia umysłu. Przed rozpowszechnieniem urządzenie było testowane w amerykańskich ośrodkach zajmujących się chorobą Alzheimera, stwardnieniem rozsianym, autyzmem; w ośrodkach penitencjarnych oraz wśród weteranów wojennych zajmujących się łagodzenie skutków stressu pourazowego. Ja chcę to wykorzystać do wspomagania rehabilitacji ludzi z zespołem traumatycznego stressu pochodzącego z wieku dziecięcego wykorzystując wiedzę, którą nabyłem w czasie gdy sam borykałem się ze skutkami stressu wywołanego nieświadomą przemocą psychiczną w rodzinie.

 

Opozycyjni złodzieje krzyczą „łapaj złodzieja”.

30 gru

Metoda stara jak świat: uciekający złodziej, by odwrócić uwagę tłumu od siebie i zwiększyć swoje szanse na ucieczkę przed pościgiem krzyczy „łapaj złodzieja, o tam uciekł”. Złodziej wskazuje przy tym dowolny kierunek w tłumie byle jak najdalej od niego samego a nieświadomy prawdy tłum kupuje oszustwo i jeszcze umacnia pozycję oszusta broniąc go i ochraniając. A co dopiero, gdy złodziejem jest klika do niedawna sprawująca władzę, która łaskawie dopuściła do konfitur niektórych osobników z bezmyślnego tłumu by powiększyć grono ją wspierających. W ten sposób dawała sygnał pozostałym, że psia wierność będzie nagradzana a niesubordynacja grozi pozostawieniem na dnie. Wszak przywilejem władzy, według starej rzymskiej oraz matriarchalnej zasady, jest „dzielić i/by rządzić”, metoda kija i marchewki, niczym u psa Pawłowa.

Dokładnie tak właśnie zachowuje się skorumpowana opozycja w dzisiejszym polskim parlamencie broniąca interesów potężnych złodziejskich grup, w których sama partycypuje lub jeszcze niedawno partycypowała, i liczy na ich lojalność a także wsparcie w razie gdyby doszło do jeszcze większej radykalizacji działań obecnego obozu władzy. Ci panowie biznesmeni (czytaj złodzieje), posiadacze, profesorowie, sędziowie, adwokaci, naukowcy, publicyści i inni sprawujący władzę nad umysłami i kieszeniami tłumu chcą podtrzymać, a nawet wzmocnić, przekonanie społeczeństwa, że państwo sprawiedliwości, społecznej solidarności, jest niemożliwe do zbudowania gdyż tak pokazuje cała historia ludzkości. A ponieważ – według nich – takie egalitarne państwo nie jest możliwe do zbudowania więc ci, którzy po nich przyszli tez będą oszukiwać gdyż żadna władza nie jest możliwa do sprawowania bez kłamstwa i manipulacji. A skoro tak to znaczy, że władza powinna wrócić do PO połączonej z PSL-em i Nowoczesną. Proste jak kwadratura koła.

Złodzieje chcą też przekonać społeczeństwo, że ci, którzy po nich przejęli władzę też chcą tylko władzy dla samej władzy i że są takimi samymi oszustami jak ich poprzednicy. Ci oszuści nie chcą dopuścić do przeprowadzenia reorganizacji państwa bo obawiają się, że a nuż PiS-owi uda się tak zreformować państwo polskie, że społeczeństwo zrozumie kim byli, i w istocie nadal są, ci szafujący hasłem „demokracja” post-solidaruchy i post-komuchy. Dlatego tak bardzo bronią Trybunału Konstytucyjnego z dotychczasowymi jego uprawnieniami ukształtowanymi w celu obrony władzy uformowanej po dyktando solidaruchów i komuchów. Ten Trybunał miał zapobiegać jakimkolwiek zmianom organizacji państwa polskiego, miał być „wentylem bezpieczeństwa”, jak to określił biurokrata Budka, dla nadmiaru naprężeń gromadzących się w społeczeństwie wskutek nieprawości i niesprawiedliwości systemu zbudowanego na gruzach PRL-u. Miał być wentylem bezpieczeństwa chroniącym nowy system własności w państwie polskim.

We wszystkich dotychczasowych historycznych formacjach państwa polskiego zawsze mieliśmy do czynienia, w taki lub inny sposób, z przekupstwem, nielojalnością, bezprawiem, zdradą. Nieliczne epizody w polskiej historii pokazywały, że co światlejsi menedżerowie tego społeczeństwa i państwa chcieli uwolnić je od trawiących je patologii. Zawsze pojawiali się jednak tacy, którzy w imię własnych partykularnych interesów przeszkadzali w zreorganizowaniu społeczeństwa, a co za tym idzie, i państwa. I teraz chcą nadal przeszkadzać wykorzystując Trybunał Konstytucyjny, który stoi na straży post-komuszej Konstytucji chroniącej nowego podziału majątkowego Polski pomiędzy dawnych obszarników i kapitalistów do których dołączyli co lepiej zorientowani rozgrywający komuniści. Trybunał Konstytucyjny to rak na tkance polskiego społeczeństwa, narośl, którą należy czym prędzej zoperować by odciąć nowych posiadaczy Polski od możliwości blokowania reformowania państwa.

 

Macierzyństwo jako próba psychoterapii kobiety.

16 sie

Dlaczego kobiety są tak zdeterminowane w dążeniu do posiadania dziecka? Czy dążenie kobiety do posiadania dziecka jest ślepym dążeniem do zachowania gatunku czy też jest równie ślepym dążeniem do zaspokojenia jej własnych potrzeb emocjonalnych zaburzonych przez uzależniające relacje z matką?

Stosując moją hipotezę (o konieczności inicjacji seksualnej dzieci wśród rodziców) do opisu relacji emocjonalnych między rodzicami a dziećmi dochodzę do takich oto wniosków: brak inicjacji seksualnej dzieci według mojego modelu wywołuje u dzieci deficyt emocjonalnej wiedzy o życiu seksualnym. Dziecko tej wiedzy potrzebuje do poczucia własnej wartości by mogło świadomie i odpowiedzialnie podejmować w życiu wszelkie decyzje. Niedostarczenie dziecku tej wiedzy przez rodzica powoduje więc uzależnienie dziecka od rodzica (tak jak alkoholika od alkoholu) i patologiczny brak poczucia własnej wartości. Dorastające dzieci starają się ten brak wiedzy uzupełnić przez doświadczanie z osobami obcymi, by tę wiedzę posiąść, ale takie akcje skazane są na niepowodzenie, gdyż ci, z którymi doświadczają są, równie jak one, skażeni przez swoich rodziców. Zamiast więc zdobywania wiedzy toczy się walka o to, komu uda się zaspokoić siebie samego kosztem partnera, kopia relacji z domu rodzinnego.

W tej walce przewagą kobiety jest to, że w wyniku poszukiwania wiedzy może stać się matką dziecka, które całkowicie uzależnia od siebie od samego momentu poczęcia, i może całkowicie zrezygnować z uprawiania seksu z ojcem dziecka ponieważ swoje potrzeby może (i czyni to) zaspokajać wykorzystując bezbronne dziecko. Istnieje jeszcze drugi powód dla którego kobieta-matka zaczyna unikać współżycia z ojcem dziecka, a jest nim poczucie poniżania się z uprawiania seksu z partnerem. Kobieta-matka, która nie wyniosła z domu głęboko zakorzenionego poczucia własnej wartości (bo nie zrównała się z matką w akcie inicjacji seksualnej wśród rodziców) nie ufa partnerowi (bo też nie może mu ufać jako że i on nie przeżył inicjacji seksualnej w rodzinie) więc decyduje się na korzystanie z jego pomocy nie na zasadzie dobrowolnej współpracy lecz musi go sobie podporządkować i kontrolować jego postępowanie, gdyż nie ufa. W celu osiągnięcia tego celu wykorzystuje seks, a właściwie fakt, że może współżyć z partnerem pod kontrolą, nie czerpiąc ze współżycia satysfakcji ponieważ traktuje seks jak towar na sprzedaż. Jest to zwyczajna prostytucja małżeńska, która zamienia się stopniowo w piekło samoponiżenia, z którego kobieta stara się uwolnić odrzucając partnera. Robi to jednak w taki sposób aby to jego obciążyć poczuciem winy za to na co sama podświadomie się zdecydowała gdyż tak została bezwiednie wychowana przez swoją matkę, która taką właśnie praktykę stosowała w stosunku do swojego partnera. A dzieci uczą się przez obserwowanie, naśladowanie i doświadczanie z rodzicami jako swoimi pierwszymi i najważniejszymi autorytetami więc przejmują od rodziców wszystko, i dobre i złe.

Czy nie jest zatem macierzyństwo i jej relacje z dzieckiem próbą rozwiązania problemów emocjonalnych kobiety, które swój początek mają w jej błędnych relacjach z matką zakazującą inicjacji seksualnej córki w trójkącie matka-córka-ojciec? Nie tylko zresztą kobiety. Problem braku poczucia własnej wartości i niedojrzałości emocjonalnej w momencie opuszczania gniazda rodzinnego i zakładania własnej rodziny dotyczy dzieci płci obojga i wymaga rozwiązania systemowego, które można osiągnąć tylko przez zmianę paradygmatu wychowawczego. Jego esencją będzie wychowanie seksualne od kołyski połączone z inicjacją seksualną dzieci wśród rodziców w chwili osiągnięcia przez nie dojrzałości fizycznej i społecznej, przed założeniem nowych rodzin. Macierzyństwo przyśpiesza rozwój emocjonalny kobiety wychowanej według obowiązującej doktryny wychowawczej ale nawet samodzielność ekonomiczna nie dostarcza jej pełnego poczucia własnej wartości, którą można osiągnąć tylko przez zrównanie się z córki z matką w akcie inicjacji seksualnej. Ten deficyt jest trudny do wyeliminowania nawet przy zastosowaniu długotrwałej psychoterapii.

Podobnie rzecz się ma w trudnych relacjach między synem i zakazującym ojcem, dla którego zgoda na akt seksualny syna z matką podczas inicjacji wydaje się czymś upokarzającym (dla ojca), jest pozbawieniem go prawa do posiadania kobiety. A przecież ani kobieta-matka ani mężczyzna-ojciec nie są nawzajem swoją własnością lecz jedynie Stwórcami, opiekunami i wychowawcami swoich dzieci. A najważniejsza wiedza, którą mają dzieciom przekazać to wiedza o ich, rodziców, życiu seksualnym. Życie bez tajemnic to warunek nie pozbawienia dziecka przyrodzonej mu wolności. Dopóki dziecko będzie wychowywane w otoczeniu tajemnic dopóty będzie zmuszane przez swoich opiekunów do bycia ich niewolnikiem, którzy leczą swoje emocjonalne rany, wyniesione ze swoich domów rodzinnych, przy pomocy dziecka. Tacy rodzice traktują dzieci jak swoich zakładników w opisywanym wielokrotnie „syndromie sztokholmskim”.